O autorze
Jestem dziennikarką żyjącą pomiędzy Polską i USA. W tej chwili współpracuję z portalem NowyJorker.com i wydawanym w Nowym Jorku „Nowym Dziennikiem” . Mój blog „Jak to się robi w Ameryce” zamierzam poświęcić komentowaniu bieżących wydarzeń amerykańskich i polskich we wzajemnym kontekście, co być może okaże się interesujące dla polskich czytelników.

Donald i kobiety

Jeśli cokolwiek może jakoś umniejszyć skandaliczne, seksistowskie wypowiedzi Donalda Trumpa, którymi żyje teraz cała Ameryka, to jest to osoba adresatki chamskiego komentarza – Nancy O’Dell. Popularna dziennikarka sektora rozrywkowego (prowadzi cieszący się niezmiennie wysoką oglądalnością program z życia celebrytów – Entertainment Tonight dla CBS), uchodzi bowiem za jedną z najatrakcyjniejszych prezenterek w Stanach. I uchodzi nie bez racji.

Jeśli cokolwiek może jakoś umniejszyć skandaliczne, seksistowskie wypowiedzi Donalda Trumpa, którymi żyje teraz cała Ameryka, to jest to osoba adresatki chamskiego komentarza – Nancy O’Dell. Popularna dziennikarka sektora rozrywkowego (prowadzi cieszący się niezmiennie wysoką oglądalnością program z życia celebrytów – Entertainment Tonight dla CBS), uchodzi bowiem za jedną z najatrakcyjniejszych prezenterek w Stanach. I uchodzi nie bez racji.

Urodzona w 1966 roku, wysoka blondynka o urzekającym uśmiechu do dzisiaj zachowała dziewczęcy urok i urodę „dziewczyny z sąsiedztwa” z amerykańskiego interioru. Nic dziwnego. W 1987 roku została przecież Miss Karoliny Południowej , a w następnym roku po raz pierwszy reprezentowała swój stan w finałach ogólnoamerykańskiego konkursu piękności. W dwa lata później została pierwszą wicemiss USA.

Uroda i udział w konkursie Miss America nie przeszkodziły Nancy w ukończeniu studiów i zrobieniu spektakularnej kariery medialnej. Dziś jest nie tylko popularna prezenterką ET, ale także doktorem nauk humanistycznych (honorowym, ale zawsze). Jest też zoną i matką.

To właśnie jej Donald Trump złożył – według jego własnych słów skierowanych w 2005 toku do Billy’ego Busha, prezentera konkurencyjnego do Enterteinmetn programu Access Hollywood – „niemoralną propozycję”. Skądinąd odrzuconą.

W miniony piątek O’Dell skomentowała całe zamieszanie, wyrażając ubolewanie, że „ tego rodzaju sposób myślenia wciąż funkcjonuje w amerykańskim społeczeństwie”.

Wypowiedź Nancy warta jest zacytowania w całości, bo dobrze oddaje aktualny stan ducha amerykańskich kobiet w tej kwestii. Dziennikarka pisze więc: „ Ton podobnych rozmów musi się zmienić, bo żadna kobieta, żaden człowiek nie powinien być przedmiotem tego typu wypowiedzi, niezależnie od tego, czy są czy nie są nagrywane. Wszyscy zasługujemy na szacunek niezależnie od płci i statusu społecznego. Czuję się w obowiązku napisać o tym jako kobieta, matka i profesjonalistka, ciężko pracująca na swoją pozycję w zawodzie, mając nadzieję, że nasze społeczeństwo stać w tej kwestii na więcej”.

Pewnie stać, ale łatwo nie będzie.

Bo chociaż Trump od piątku kaja się i gęsto tłumaczy, to w jednym ma rację. Takich jak on jest w amerykańskiej polityce, i nie tylko w polityce, zdecydowanie więcej. I jeśli The Donald twierdzi, że on to jeszcze nic, bo jakbyśmy tak posłuchali, co mówi Bill Clinton, grając w golfa, to wypada mu wierzyć. Ameryka nigdy nie zapomniała Clintonowi „afery rozporkowej”.

Przekonanie Trumpa, że „ sławnym facetom kobiety pozwalają na wszystko, włącznie z obmacywaniem miejsc intymnych” nie jest wcale ograniczone do wąskiego grona konserwatystów z politycznego świecznika. Podobnie uważają – zdaje się – całkiem przeciętni Amerykanie o znacznie skromniejszej od Trumpa pozycji społecznej i podobnie nienachalnej aparycji.

Jak bardzo podzielają, dowodzi akcja trwająca właśnie na Twitterze. Sprowokowała ją, już po tym jak nagranie Trumpa wypłynęło do mediów, kanadyjska pisarka Kelly Oxford. Poprosiła kobiety, które padły ofiarą podobnych co Nancy O’Dell „zalotów” , żeby podzieliły się tym doświadczeniem z innymi. W ciągu 14 godzin od ogłoszenia tego apelu upublicznionych zostało…miliony takich relacji.

Na hasło #notokay odpowiedziały zarówno nastolatki jak i i mocno już dorosłe kobiety ze wszystkich zakątków kontynentu. Trump ma więc sporo racji, gdzie szczerze dziwi się fali oburzenia, z jaką musiał się zmierzyć po publikacji nagrania. Przecież wszyscy tak robią, nieprawdaż?

I rzeczywiście, ze skali odzewu, z jakim spotkała się akcja Kelly Oxford wynika, że problem seksizmu w życiu codziennym oparł się działaniu politycznej poprawności , a „ męski szowinizm” ma się w Stanach doskonale pomimo półwiecza ciężkiej walki z dyskryminacją ze względu na płeć i molestowaniem seksualnym.

Takich zdumionych że obmacywanie obcej kobiety w miejscu publicznym to coś niewłaściwego, ciągle – okazuje się – są tysiące. Nie dziwi więc, że ostatnio w nowojorskim metrze pojawiły się anachroniczne z pozoru plakaty, informujące, że „ niechciany dotyk” nawet podczas największego tłoku nie jest naturalną konsekwencją korzystania z transportu publicznego. Jest natomiast zachowaniem karalnym.

Można by sądzić, że w mieście imigrantów jest to akcja skierowana do świeżej daty mniejszości etnicznych z okolic, gdzie podobne zachowania stanowią trwały element kultury patriarchalnej. Ale jak widać poważne braki w edukacji antydyskryminacyjnej mają też biali Amerykanie z klasy średniej.

Chociaż oni raczej wiedzą, co i dlaczego robią. A robią, ponieważ… wciąż mogą. No, chyba że wypłyną jakieś „taśmy”.

I wypłynęły, ale żywot tego skandalu, podobnie jak wszystkich wcześniejszych szowinistycznych wypowiedzi Trumpa, byłby pewnie krótki. Jego specyficzny stosunek do kobiet nie jest tutaj dla nikogo tajemnicą, ale do tej pory nie przekładało się to jakoś na spadek poparcia. Teraz jednak może być inaczej, bo akcja Kelly Oxford obudziła gniew Amerykanek. Nawet aktualna żona Trumpa wyraziła swoje oburzenie, czemu trudno się dziwić, bo „podchody” do Nancy O’Dell The Donald robił już po ich ślubie.

Więc być może, niestety Donald przegra przez kobiety…
Trwa ładowanie komentarzy...